wtorek, 27 grudnia 2016

Od Ashley do Jaspera

Kiedy wróciłam do pokoju, wzięłam się za czytanie książki. Długo jednak to nie trwało, ponieważ usłyszałam wołanie mamy. Wywróciłam oczami, odłożyłam książkę.
- Zostań Sorin. - pogłaskałam go widząc, że chce iść za mną.
Wyszłam z pokoju i powoli zeszłam na dół, ci nasi sąsiedzi nadal siedzieli i rozmawiali.
- Krople do oczu... - zaczęła mama.
- Tak, pamiętam. - westchnęłam. - I weź Jaspera do siebie, co? Nudzi się chłopak. - uśmiechnęła się do chłopaka, który wyglądał jakby nie miał zamiaru protestować.
- Jasne... - uśmiechnęłam się delikatnie. Spojrzałam na chłopaka, który już szedł w moim kierunku i również zaczęłam iść w stronę swojego pokoju.
- Krople! - zawołała za mną.
- Tak, tak. - mruknęłam.
Weszliśmy do mojego pokoju, Jasper zamknął drzwi. Wyciągnęłam z szuflady krople do oczu i podeszłam do lustra, spojrzałam na chłopaka.
- Siadaj sobie. - uniosłam lewy kącik ust.
Tak jak powiedziałam, chłopak uczynił, usiadł na łóżku.
- Po co ci te krople? Zapalenie spojówek? - spytał kiedy kropelka wpadła do jednego oka.
- Coś w tym stylu... - westchnęłam. - Długo tu mieszkacie? - spytałam i umiejscowiłam drugą kroplę w drugim oku.
- Jakoś trzy miesiące. - odpowiedział.
Pokiwałam zrozumiale głową. Trzy miesiące... a więc nie wie. Chyba, że mu ktoś opowiedział ale szczegółów na pewno nie zna. Mało kto o tym mówi, zadbali o to. Odłożyłam lek z powrotem i usiadłam na łóżku naprzeciw Jaspera po turecku no... nieco dalej od niego żeby dać mu trochę przestrzeni, wzięłam na kolana poduszkę i pogłaskałam Sorina, który leżąc obserwował chłopaka.
- Proponowali mi żebym poszedł do twojej siostry... wolałem nie. - uśmiechnął się.
- Nie dziwię się... - odwzajemniłam uśmiech, który próbowałam zniwelować jednak nie udało się.

?

Od Jaspera c.d Ashley

Właśnie wróciłem z treningu szermierki, kiedy mama poinformowała mnie, że mam 15 minut na wyszykowanie się, gdyż idziemy na kolację do nowych sąsiadów. Na szczęście wziąłem prysznic w szkole, także zostało mi tylko przebrać się i "doprawić" jak zwykł to mówić mój ojciec, a raczej ojczym, ale bardzo dobrze się z nim dogadywałem i traktowałem go jak prawdziwego ojca, którego nie znałem.
***
Zmierzyłem wzrokiem obie dziewczyny, obie były śliczne i bardzo podobne do siebie. Ale mnie zaintrygowała bardziej ta Ashley.
Przez całą kolację czułem na sobie wzrok jej siostry, jednak ignorowałem ją, spoglądając co jakiś czas na Ashley, która znowóż ignorowała mnie. Błędne koło, pomyślałem i zaśmiałem się w myśli, na wspomnienie Seby, który nazwał tak moje relacje z Rose, moją byłą.. Sytuacja śmieszna nie była, aczkolwiek, on zawsze mnie rozbrajał. Nagle Ashley wstała od stoły i wyszła. Zostałem sam na sam z Taigą. Dziewczyna posłała mi uśmiech. Odwzajemniłem go i szybko spuściłem wzrok. Dobrze wiedziałem co ten uśmiech oznaczał, a nie miałem chciałem robić dziewczynie nadziei, a później zawodu.
- Może powiesz coś o sobie? -spytała Taiga i aż podskoczyłem na krześle, kiedy ona tu usiadła?
Dziewczyna siedziała, na miejscu mojego ojca, tyle, że o wiele bliżej.
- Nie za bardzo lubię o sobie mówić. -stwierdziłem.
- To już jest jakaś informacja o Tobie.
Westchnąłem cicho.
- Do jakiej szkoły chodzisz? -spytała.
- Świętej Klarysy. (xD)
- Serio? Też tam chodzę, znaczy będę.. a.. Masz dziewczynę?
Wow, szybka jest?
- Nie. -odpowiedziałem, a nim zdążyłem dodać, że nie szukam na obecną chwilę, ona położyła rękę na mojej nodze, zbyt blisko krocza. Przychyliła się do mnie i powiedziała:
- Może przejdziemy się, w ogrodzie jest altana, z całkiem wygodna kanapą. -zamruczała mi do ucha.
Zacząłem się zastanawiać, czy zachowanie dziewczyny nie jest może spowodowane moimi perfumami, które rzekomo mają wprowadzać płeć piękną w bliżej nie określony stan. Zaśmiałem się i złapałem jej dłoń, nim zbliżyła palce do mojego rozporka.
- Wybacz skarbie, nie mam dziewczyny, ale mam jedną już na oku, więc muszę Cię zawieść.
Dziewczyna nie poddawała się łatwo, szybkim ruchem usiadła mi na kolana i złapała górny guzik koszuli. Co by było, gdyby nagle do pomieszczenia wrócili nasi rodzice..
- Taiga, proszę. Nic z tego nie będzie, uwierz mi -spojrzałem na nią, robiąc "oczy szczeniaczka" ~podobno zawsze działało~, dziewczyna westchnęła głośno, dając za wygraną i usiadła znowu na krześle- Ale mogę umówić Cię z którymś moim kolegą.
Pocieszyła ja ta informacja. Nagle usłyszeliśmy, że rodzice wracają.
- Pokażesz mi ich w szkole, sama wybiorę odpowiedniego. -mrugnęła do mnie.
Po czym wstała i poszła do swojego pokoju, jak poinformowała rodziców.
?

Od Ashley

Szliśmy z dziewczynami przez zagajnik, w stronę jeziora gdzie mieliśmy zrobić swoje nocowanie. Jezioro na obrzeżu Roseville było zdecydowanie najpiękniejszym jeziorem w tych rejonach. Miałyśmy dość blisko a więc długo nie szłyśmy. Znacznie więcej czasu zajęło nam rozkładanie namiotu. Kiedy jednak się z tym uporałyśmy, poszłyśmy popływać. Wieczorem piekłyśmy pianki a potem weszłyśmy do namiotu.
- No dobra, poplotkujmy. - Taiga z zadowoleniem uśmiechnęła się dumnie.
Wszystkie zaczęły protestować ta jednak zaczęła opowiadać czego to się nie dowiedziała, kto z kim chodzi itp. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, jakby ktoś przechodził koło namiotu.
- Co to było? - spytałam przytulając poduszkę.
- To na pewno jakieś zwierzę. - Taiga machnęła obojętnie ręką.
Jednak kiedy zauważyliśmy cień na ścianie, widocznie człowieka. Wszystkie zaczęłyśmy krzyczeć a postać zniknęła. Nagle Taiga zaśmiała się.
- To na pewno tylko chłopacy nas straszą. - uśmiechnęła się jednak jako jej siostra mogłam zauważyć, że też się boi. - Trzeba to sprawdzić. Emily, Ashley i Alyson... wy pójdziecie.
- Odpada! - Emily schowała głowę pod poduszkę.
- Nie pękajcie. - Taiga wywróciła oczami.
- Jak jesteś taka odważna, to sama idź! - mruknęłam.
- Poszłabym, gdybym nie miała skręconej kostki. - uśmiechnęła się.
- Wcześniej ci jakoś nie przeszkadzała. - wywróciłam oczami.
- Dobra dziewczyny... chodźmy. - Alyson wstała.
Niechętnie z Emily zrobiłyśmy to samo, na zewnątrz było ciemno, miałyśmy za sobą latarkę. Złapałyśmy się za ręce i ruszyliśmy kawałek przed siebie.
- Nic tu nie ma. - powiedziałam szeptem.
Wtedy poczułam szarpnięcie i usłyszałam krzyk, Emily nie było.
- Gdzie ona jest?! - spytałam spanikowana, łapiąc mocniej Alyson.
- Emily to nie jest śmieszne! Dziewczyny?! - spojrzeliśmy na siebie.
Tedy dostałam czymś twardym w głowę przez co straciłam przytomność.
Rok później
Czarne volvo mamy zaparkowało przed naszym starym, nowym domem. Skierowałam wzrok w jego kierunku i przeszły mnie dreszcze. Przełknęłam ciężko ślinę wysiadając. Zaraz za nami jechała ciężarówka z naszymi rzeczami. Przejechałam dłonią po ramieniu.
- Nie stój tak, pomóż coś. - mruknęła Taiga biorąc jeden karton.
Westchnęłam cicho zabierając z bagażnika karton z moim imieniem, weszłam do środka i poszłam do swojego pokoju. Ten zapach... taki sam.
Rozpakowywanie trochę nam zajęło a nie wszystko było jeszcze zrobione ale żadna z nas nie miała już siły. Przynajmniej mój pokój był już w pełni ogarnięty. Siedziałam na łóżku przed sobą miałem laptop, Sorin spał mi na kolanach. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, weszła Taiga.
- Jacyś sąsiedzi przyszli nas przywitać, jakbyśmy byli nowe. - wywróciła oczami. - Ale jest fajny chłopak. - uśmiechnęła się. - Chodź. - z uśmiechem wyszła.
Westchnęłam i pogłaskałam Sorina.
- Znów się zacznie. - szepnęłam mu do ucha.
Wyszłam z pokoju, schodząc na dół. Mama rozmawiała z jakimś małżeństwem, obok których stał chłopak. Taiga miała rację, fajny....
- O a to moja druga córka, Ashley. - uśmiechnęła się przedstawiając mnie.
Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam koło Taigi przy stole. Zaczęliśmy jeść kolację, jako że nie byłam głodna, zjadłam tylko trochę sałatki. Mama wraz z naszymi sąsiadami poszła pokazać swoją kolekcję figurek koni, okazało się że mama chłopaka też je zbiera. To dziwne, może mi się wydawało że chłopak co jakiś czas na mnie spoglądał przez całą kolację. Nagle ktoś kopnął mnie w kostkę.
- Ała, zgłupiałaś? - powiedziałam dość cicho, zmarszczyłam delikatnie brwi.
- Zostawisz nas samych? - uśmiechnęła się. - Proszę. - szepnęła.
Odstawiłam kubek z herbatą, wstałam i poszłam z Sorinem na górę.

?