wtorek, 27 grudnia 2016

Od Ashley

Szliśmy z dziewczynami przez zagajnik, w stronę jeziora gdzie mieliśmy zrobić swoje nocowanie. Jezioro na obrzeżu Roseville było zdecydowanie najpiękniejszym jeziorem w tych rejonach. Miałyśmy dość blisko a więc długo nie szłyśmy. Znacznie więcej czasu zajęło nam rozkładanie namiotu. Kiedy jednak się z tym uporałyśmy, poszłyśmy popływać. Wieczorem piekłyśmy pianki a potem weszłyśmy do namiotu.
- No dobra, poplotkujmy. - Taiga z zadowoleniem uśmiechnęła się dumnie.
Wszystkie zaczęły protestować ta jednak zaczęła opowiadać czego to się nie dowiedziała, kto z kim chodzi itp. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, jakby ktoś przechodził koło namiotu.
- Co to było? - spytałam przytulając poduszkę.
- To na pewno jakieś zwierzę. - Taiga machnęła obojętnie ręką.
Jednak kiedy zauważyliśmy cień na ścianie, widocznie człowieka. Wszystkie zaczęłyśmy krzyczeć a postać zniknęła. Nagle Taiga zaśmiała się.
- To na pewno tylko chłopacy nas straszą. - uśmiechnęła się jednak jako jej siostra mogłam zauważyć, że też się boi. - Trzeba to sprawdzić. Emily, Ashley i Alyson... wy pójdziecie.
- Odpada! - Emily schowała głowę pod poduszkę.
- Nie pękajcie. - Taiga wywróciła oczami.
- Jak jesteś taka odważna, to sama idź! - mruknęłam.
- Poszłabym, gdybym nie miała skręconej kostki. - uśmiechnęła się.
- Wcześniej ci jakoś nie przeszkadzała. - wywróciłam oczami.
- Dobra dziewczyny... chodźmy. - Alyson wstała.
Niechętnie z Emily zrobiłyśmy to samo, na zewnątrz było ciemno, miałyśmy za sobą latarkę. Złapałyśmy się za ręce i ruszyliśmy kawałek przed siebie.
- Nic tu nie ma. - powiedziałam szeptem.
Wtedy poczułam szarpnięcie i usłyszałam krzyk, Emily nie było.
- Gdzie ona jest?! - spytałam spanikowana, łapiąc mocniej Alyson.
- Emily to nie jest śmieszne! Dziewczyny?! - spojrzeliśmy na siebie.
Tedy dostałam czymś twardym w głowę przez co straciłam przytomność.
Rok później
Czarne volvo mamy zaparkowało przed naszym starym, nowym domem. Skierowałam wzrok w jego kierunku i przeszły mnie dreszcze. Przełknęłam ciężko ślinę wysiadając. Zaraz za nami jechała ciężarówka z naszymi rzeczami. Przejechałam dłonią po ramieniu.
- Nie stój tak, pomóż coś. - mruknęła Taiga biorąc jeden karton.
Westchnęłam cicho zabierając z bagażnika karton z moim imieniem, weszłam do środka i poszłam do swojego pokoju. Ten zapach... taki sam.
Rozpakowywanie trochę nam zajęło a nie wszystko było jeszcze zrobione ale żadna z nas nie miała już siły. Przynajmniej mój pokój był już w pełni ogarnięty. Siedziałam na łóżku przed sobą miałem laptop, Sorin spał mi na kolanach. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, weszła Taiga.
- Jacyś sąsiedzi przyszli nas przywitać, jakbyśmy byli nowe. - wywróciła oczami. - Ale jest fajny chłopak. - uśmiechnęła się. - Chodź. - z uśmiechem wyszła.
Westchnęłam i pogłaskałam Sorina.
- Znów się zacznie. - szepnęłam mu do ucha.
Wyszłam z pokoju, schodząc na dół. Mama rozmawiała z jakimś małżeństwem, obok których stał chłopak. Taiga miała rację, fajny....
- O a to moja druga córka, Ashley. - uśmiechnęła się przedstawiając mnie.
Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam koło Taigi przy stole. Zaczęliśmy jeść kolację, jako że nie byłam głodna, zjadłam tylko trochę sałatki. Mama wraz z naszymi sąsiadami poszła pokazać swoją kolekcję figurek koni, okazało się że mama chłopaka też je zbiera. To dziwne, może mi się wydawało że chłopak co jakiś czas na mnie spoglądał przez całą kolację. Nagle ktoś kopnął mnie w kostkę.
- Ała, zgłupiałaś? - powiedziałam dość cicho, zmarszczyłam delikatnie brwi.
- Zostawisz nas samych? - uśmiechnęła się. - Proszę. - szepnęła.
Odstawiłam kubek z herbatą, wstałam i poszłam z Sorinem na górę.

?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz